Na rynku mieszkaniowym, a właściwie na rynku kredytó mieszkaniowych zaczyna się ruch. Powodem tego nie jest bynajmniej koniec roku, ale fakt, że banki nieco łaskawszym okiem zaczęły spoglądać na swoich klientów. Na razie tylko indywidualnych. Deweloperzy, przynajmniej ci nie sprawdzeni i nie do końca solidni, na razie na odblokowanie kredytowania mieszkaniowego jeszcze nie mogą liczyć. Tym nie mniej na rynku mieszkań wolnych lokali jeszcze nie brakuje, aczkolwiek zapasy zaczynają się już wyczerpywać. Spowodował to brak podejmowania nowych inwestycji budowlanych z uwagi na niedobór środków.
Kto z nas nie marzył o własnych czterech ścianach? Najbardziej i najczęściej o własne lokum zabiegają młode małżeństwa i to przeważnie do nich skierowana została oferta rządowo-bankowa, a właściwie program rządowy z dopłatami do kredytów mieszkaniowych „rodzina na swoim”. Jak należało przypuszczać inicjatywa ta spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem wielu osób i rodzin. Oczywiście nie wszystkie spełniały kryteria jakie wyznacza program ustalony przez pomysłodawcą oraz banki,  które przecież angażują w ten projekt swoje pieniądze. Rząd jedynie /aż/ w ramach tego projektu dopłaca do odsetek /50%/ od wziętego przez kredytobiorcę kredytu. Program „rodzina na swoim” zakłada, że dopłaty będą kontynuowane przez 8 kolejnych lat, później taki kredytobiorca będzie już musiał sam sobie radzić. Jednakże pomoc rządowa jest znaczna i w wielu przypadkach tylko ta pomoc zadecydowała o podjęciu decyzji w sprawie zakupu mieszkania. Tak czy inaczej nie byłoby to możliwe bez kredytu, bowiem tylko kredyty na dom pozwalają na zakup mieszkania z dopłatami. Okazuje się jednak, że nie tylko ten program pozwala rodzinom na spłatę zaciągniętych kredytów. Dopłatami do kredytów od sierpnia bieżącego roku objęte są także osoby, które zaciągnęły kredyty na dom, utraciły pracę i teraz nie są w stanie spłacać tegoż kredytu.
- To prawda, takie dopłaty są możliwe i są kontynuowane od 5 sierpnia br. na mocy ustawy z 19 czerwca 2009 roku o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych udzielonych osobom które po 1 lipca 2009 r. utraciły pracę. Dopłaty takie skierowane są do osób zarejestrowanych w urzędach pracy jako osoby bezrobotne i zaciągnęły kredyt mieszkaniowy. Na pomoc nie mogą liczyć ci, którzy utracili pracę w wyniku porozumienia stron, z powodu wypowiedzenia przez pracownika lub został on zwolniony ze swojej winy. Na pomoc taką mogą również liczyć małżonkowie posiadający wspólnotę majątkową, nawet jeżeli pracę utraciło tylko jedno z nich – twierdzi doradca finansowy.
Istotną informacją dla tych osób niech będzie fakt,  że wnioski o takie dopłaty można składać do końca 2010 roku. Jest więc jeszcze sporo czasu i ci, którzy jeszcze nie skorzystali z takiej pomocy, a spełniają warunki mogą to jeszcze zrobić. Mogą to zrobić także ci, którzy dopiero stracą pracę, czego oczywiście nikomu nie życzymy. Najczęściej zadawane pytania dotyczą wysokości takich dopłat. Jest to uzależnione kwoty zadłużenia, wysokości miesięcznych rat oraz terminu spłaty. Rozpietość tej pomocy jest dość znaczna i wynosi od 500 złotych do 1200 złotych. Pamiętać jednak należy, ze pieniądze te należy państwu zwrócić w określonym czasie oraz ratach. Tylko w wyjątkowych przypadkach spłata zaciągnietego w ten sposób kredytu będzie mogła być umorzona. Ale o szczegółach dopłat zainteresowani będą mogli dowiedzieć się w starostwach albo bankach.